Kto wierzy, że włoskie piękności są zarezerwowane głównie dla oper, wybiegów czy festiwali filmowych, ten prawdopodobnie nigdy nie widział Ferrari 330 GT 2+2 z drugiej serii stojącego w pełnym słońcu.
Widok, który nawet powściągliwe natury zamienia w wzdychających poetów. Nasze oferowane tutaj 330 GT zostało dostarczone we Włoszech w 1967 roku – w roku, w którym jeszcze mocno wierzyło się, że espresso to naturalne prawo człowieka, a silnik V12 to dar od Boga.
Drugim właścicielem był nikt inny jak prezes włoskiego klubu motoryzacyjnego ACI. Osoba, która zawodowo wiedziała, jak jeździć samochodem – a prywatnie najwyraźniej, jak wybierać doskonałe auto. Później eksportował to eleganckie coupé do Luksemburga, gdzie jeździł nim aż do swojej śmierci w 1987 roku.
Po tym Ferrari zrobiło to, co włoskie divy chętnie robią, gdy pozostawia się je na długo bez nadzoru: zasnęło. Całkowicie suche i skryte w zamkniętej podziemnej garażu. Między 1987 a 2010 rokiem silnik V12 tam spoczywał – aż w końcu w 2010 roku nastąpiło uroczyste przebudzenie! Kolekcjoner z sercem i wyczuciem odkrył drzemiące Gran Turismo, zakupił je od wdowy i poddał gruntownej restauracji, przywracając je do życia.
Nie mówimy tu o kosmetycznych poprawkach, lecz o generalnym remoncie: silnik, skrzynia biegów, osie, hamulce – wszystko zostało fachowo odnowione. Karoseria została od podstaw zbudowana od surowej ramy. Jakby cud – albo po prostu dzięki włoskiej staranności i dobrze izolowanemu garażowi – cała tapicerka wewnętrzna była w tak doskonałym stanie, że można ją było pozostawić nietkniętą. Siedzenia, dywaniki, deska rozdzielcza, podsufitka: wszystko oryginalne, wszystko z urokliwą patyną 60-letniego piękności, która nigdy nie musiała chodzić w deszczu.
Ta kombinacja odrestaurowanej techniki, nieskazitelnie odnowionej karoserii i wnętrza, które wygląda, jakby właśnie pożegnało się z wyjątkowo troskliwym pierwszym właścicielem, czyni ten 330 GT pojazdem o prawdopodobnie unikalnej aurze. Wszystkie prace są starannie udokumentowane od 2010 do 2013 roku, w formie rachunków i fotorelacji, które nawet najbardziej skrupulatnych miłośników klasyki wprawiają w błogi uśmiech. Od zakończenia restauracji Ferrari przejechało około 13 000 kilometrów – zawsze w najlepszych warunkach: ciepło, sucho, z szacunkiem.
Biorąc pod uwagę ograniczoną liczbę produkcji serii II, czystą historię od pierwszej rejestracji i udokumentowaną troskliwą opiekę, ten egzemplarz jest wybitnym okazem dla każdej poważnej kolekcji – i rekomendacją dla każdego, kto wierzy, że już wszystko widział.
O historii modelu – bo w Ferrari wiedza to połowa przyjemności
Model 330 America został zastąpiony na początku 1964 roku przez 330 GT, który nie zadowalał się jedynie rozwojem 250. Zamiast tego otrzymał bardziej wyrazistą przednią i tylną część, cztery reflektory (włoska skromność nigdy nie była jego mocną stroną), szerszy grill chłodnicy, amortyzatory KONI i wydłużony o 50 mm rozstaw osi. Projekt 330 GT wykonał Tom Tjaarda dla Pininfariny – nazwisko, które w motoryzacji ma podobne znaczenie jak Verdi dla opery.
W 1965 roku pojawiła się seria II: aluminiowe felgi, pełnoprawna pięciobiegowa skrzynia zamiast czterobiegowej z overdrive, powrót do dwóch reflektorów – prawdopodobnie dlatego, że projektanci zrozumieli, iż perfekcja nie wymaga dodatkowego oświetlenia. Klimatyzacja i wspomaganie kierownicy były opcjonalne, a 330 KM z silnika V12 o pojemności 3 967 cm³ to standard. Prędkość maksymalna 240 km/h – w czasach, gdy niemieckie autostrady dominowały garbusy, kadetty i radioodbiorniki w walizkach.
Prognozy rynkowe tego modelu od lat są na dobrej drodze. Wśród znawców seria II 330 GT (jeszcze) uchodzi za tajną perełkę – stan, który z czasem, jak wiadomo, się zmienia, gdy zbyt wiele osób się o niej dowie. Jednak w obliczu marki Ferrari, rzadkości tego modelu i jakości tego konkretnego pojazdu wydaje się, że kierunek jest jasny: w górę. Serdecznie zapraszamy poważnych zainteresowanych do obejrzenia tego Ferrari i jego trzech pełnych folderów dokumentów u nas.
Prosimy o wcześniejsze umówienie wizyty – samochód tej klasy wymaga spokoju, czasu i odpowiedniego pulsu.
Z najlepszymi pozdrowieniami
zespół dls